Trendy graficzne w 2020 r. – podsumowanie

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana– te słowa należą do Heraklita z Efezu i choć pochodzą sprzed ponad 2500 lat, są nadal w pełni aktualne. Świat projektowania ciągle się zmienia – czasem trendy wracają po latach w zmienionej, ulepszonej formie, czasem są efektem zmiany technologii. Jak w każdej dziedzinie sztuki – są również odpowiedzią na sytuację lokalną lub globalną. W tym roku bez wątpienia takimi przypadkami były pandemia covid-19 oraz wiele ruchów społecznych, zarówno w Polsce jak i za granicą. Jakie trendy wybiły się szczególnie w roku 2020? Sprawdźcie sami.

Synteza i uproszczenia

„Perfekcję osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic dodać, ale wtedy, kiedy nie pozostało już nic do odjęcia.” – takie słowa Antoine de Saint-Exupéry mogłyby przyświecać fanom minimalizmu. W tym duchu i drodze do perfekcji pojawiło się w 2020 r. wiele projektów. Istniejące już marki ciągle ulepszają swoje identyfikacje, dostosowując się do nowej, cyfrowej rzeczywistości, w której się znajdujemy. Wprowadzają zmiany mniej lub bardziej widoczne dla przeciętnego odbiorcy, a jednak mające polepszyć ich odbiór oraz funkcjonalność. Był to z pewnością rok zmian zwłaszcza dla motoryzacji – przykładami są BMW, Opel i Rolls Royce.

Ultraminimalizm

Zgodnie z trendem uproszczeń i maksymalizacji efektów przez zastosowanie minimum środków, narodził się jeszcze bardziej rygorystyczny brat minimalizmu – ultraminimalizm. Projekty bazują zazwyczaj na prostych formach, absolutnym minimum kolorów i bardzo wyważonej kompozycji z uwzględnieniem dużej ilości „negative space”. Mogłoby się wydawać, że takie rozwiązania dadzą efekt surowości, a jednak są zazwyczaj bardzo subtelne, pozwalają skupić się na idei marki i samej treści. Uzyskanie odpowiedniej kompozycji i osiągnięcie wrażenia, że „wszystko jest na swoim miejscu”, wbrew pozorom, nie jest wcale takie łatwe.

Wygaszona kolorystyka

Jeśli ten trend uosobić ze współczesną nastolatką, z pewnością byłby jesieniarą – w beżowym swetrze, ciepłych, wełnianych skarpetach i z kubkiem gorącego kakao. W cieniu epidemii covid-19 część marek i projektantów postawiła na stylistykę, która niesie swego rodzaju ukojenie i wyciszenie. Stonowana kompozycja, kroje pisma, ale przede wszystkim – kolorystyka. Królowały kolory zgaszone i pastele. Często były to projekty minimalistyczne i wysublimowane, a przede wszystkim – nienachalne. Oprócz ogólnego nastroju, który wprowadzały, dawały także większy komfort dla oczu w porównaniu z jaskrawymi kolorami, co miało znaczenie głównie w web designie. Zgodnie z tą samą myślą, projektanci często zamieniali standardową biel tła na biel złamaną lub inną delikatną barwę.

 

Brutalizm

Możesz mnie kochać lub nienawidzić, ale nie możesz mnie ignorować” – tymi słowami można opisać brutalizm. Choć wywodzi się z XX-wiecznego nurtu architektonicznego, ewoluował i wkradł się do ogólno pojętego designu. Charakteryzuje się swoją surową wyrazistością – często stosowane są wyraziste barwy oraz bezszeryfowe i bardzo powiększone teksty. Jest to wynik chęci wyrwania się projektantów z przyjętych norm i zasad projektowych.

Metal i holo

Marki, szukając skutecznych sposobów na wyróżnienie się spośród konkurencji, postawiły również na materiały – zwłaszcza na wykorzystanie metalu i folii holograficznej. Są one często stosowane w brandingu czy opakowaniach i dają ciekawy efekt – wszystko za sprawą naturalnych odbić światła. O ile użycie złota jest pewnie nieuniknione – jako że kojarzy się ono z luksusem i jest swego rodzaju standardem w produktach premium, tak wykorzystanie folii w druku może zostać w przyszłości wyparte przez inne standardy. Zwłaszcza takie, które starają się ograniczać zużycie szkodliwych dla środowiska materiałów.

Monochrome i bicolor

Bicolor to stylistyka modna w poprzednich latach i wciąż chętnie stosowana w 2020 r. Jednak w ostatnich miesiącach prym wiódł monochrome, redukując liczbę użytych kolorów do jednego. Dzięki takiej strategii możliwe jest uzyskanie bardzo silnej tożsamości wizualnej marki – na podobnej zasadzie działa mechanizm marek znanych nam z domowego podwórka – żółty kojarzy się z Onetem, charakterystyczny fiolet z siecią Play, a magenta należy do T-Mobile. Ograniczenie farb jest dodatkowym plusem, ponieważ zabieg ten niesie korzyści pod kątem oszczędności druku. Jedno jest pewne – dzięki świadomemu ograniczeniu ilości kolorów możemy usunąć wszystko, co zbędne i pomóc odbiorcy w łatwiejszej identyfikacji brandu i wywołaniu u niego pożądanych emocji.

Linearność

Bardzo plastyczna, dająca niemal nieograniczone możliwości kreacji, a jednocześnie minimalistyczna i czysta – za to projektanci pokochali linearność. Pozwala na przedstawienie zarówno małych ikon, jak i złożonych ilustracji czy infografik w czytelny sposób. Używana praktycznie we wszystkich gałęziach projektowania graficznego – głównie w identyfikacjach, ilustracjach, web designie.

Duża typografia

Miłośnicy typografii z pewnością polubili ten trend – projekty, w których pierwsze skrzypce grają powiększone teksty. Często maksymalnie aż do krawędzi formatu – niezależnie od tego czy jest to okładka magazynu, landing page, czy opakowanie ulubionego kremu.

Stacked fonts

Znacie ten moment, kiedy kot usiądzie na klawiaturze, pozostawiając za sobą długą, finezyjną kompozycję tekstową na waszym czacie lub w prezentacji? Ciężko stwierdzić czy próbuje kontaktować się tajnym szyfrem, czy jest po prostu nowoczesnym projektantem. Bowiem spiętrzone na sobie teksty były hitem w 2020 roku. W zależności od wizji projektanta, maksymalnie zwracają uwagę na przekaz lub dają energetyczne, a czasem wręcz hipnotyczne wrażenie. Wtedy często stosowane są jako powtórzone i nałożone na siebie.

Skeuomorphism, neumorphism i gradienty

Historia kołem się toczy – rozwiązania kiedyś odrzucone, dziś w zmienionej formie wracają do łask. Wszechobecny flat design, choć nadal używany, znalazł konkurenta w trendzie sprzed lat – skeumorfizmie, który stara się możliwie odwzorować przedmioty znajome nam z otoczenia lub nawet w sposobie, w jaki użytkownik prowadzi z nimi interakcje. Dlatego właśnie elektroniczny kalkulator ma często wygląd i układ zbliżony do tego fizycznego, a panie w urzędzie mogą grać na komputerze w pasjansa, który wygląda jak rozgrywka z użyciem fizycznych kart. W projektowaniu dla aplikacji, stron, ilustracji wykorzystuje się różne środki – 3D, duże ilości gradientów i detali – tak, aby wierniej oddać strukturę poszczególnych elementów.

Niejako z połączenia tradycyjnego skeumorfizmu i flat designu wyewoluował kolejny styl – neumorphism. Zakłada on odwzorowanie trójwymiarowości elementów, jednak w bardzo minimalistycznej formie, z użyciem cieni i subtelnych gradientów. Większość z projektów porusza się w paletach bardzo delikatnych szarości i beży, czasem z domieszką koloru dodatkowego.

Izometria

Przesyt flat designu wywołał chęć wydobycia wrażenia przestrzeni. I tak niezmienną od lat popularnością cieszy się wykorzystanie izometrii, która pozwala na osiągnięcie takiego efektu, nawet jeśli poruszamy się jedynie w przestrzeni 2D. Często wykorzystywana w infografikach, na stronach internetowych, w aplikacjach, a także w ilustracjach.

3D

Chęć odzwierciedlenia przestrzeni naturalnie nakierowała projektantów na wykorzystanie 3D, które pozwala na uzyskanie bardziej realistycznego obrazu. Najczęściej w towarzystwie żywych barw, czasem pasteli, oferującą całą paletę stylistyk – od bardzo prostych i surowych form po bardzo szczegółowe, wręcz żywe, realistyczne kompozycje.

Lewitacja

Bo kto z nas nie marzył nigdy o lataniu? Trend często wykorzystywany w web designie, ale również do prezentacji swoich projektów – mowa o lewitacji, która dodaje lekkości i dynamizmu.

Dark mode

Dzięki wprowadzeniu dedykowanych, ciemnych trybów przez liderów technologicznych, m.in. dla Androida i iOS, mogliśmy zobaczyć coraz więcej projektów, które redukują zmęczenie naszych oczu. Jest to korzystne zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy spędzamy przed ekranem wiele godzin dziennie. Na ciemną stronę mocy przechodzi również web design i druk.

Vintage

O ile w wystroju wnętrz wprowadzone na nowo charakterystyczne meble z poprzedniej epoki cieszą oko, tak i w projektowaniu graficznym powracamy do historii. Wszystko to jednak w odświeżonym i bardziej nowoczesnym wydaniu. Opakowania, ilustracje, identyfikacje, a nawet szyldy – to jest to, co się zmieniło w 2020 roku. Swoją cegiełkę do zmian dołożyły z pewnością niektóre inicjatywy w Polsce, które postanowiły pomóc mniejszym, tradycyjnym przedsiębiorcom w odświeżeniu ich szyldów i witryn, cały czas mając na uwadze poszanowanie ich korzeni. Takim przykładem jest gdańska szkoła szyldu.

Patterny i ilustracje na opakowaniach

Producenci zmuszeni są do wyróżniania się wśród niezmierzonej konkurencji, zwłaszcza w czasach epidemii. Ten fakt sprawia, że nieustannie starają się zwrócić uwagę konsumenta. Dobrze wiemy, że liczy się pierwsze wrażenie, a więc i „twarz” produktu pozostaje nie bez znaczenia. Kolorowe patterny i fantazyjne ilustracje pozwalają wybić się opakowaniom wśród tłumu.

Pantone

Jak co roku Pantone inspirował twórców. W 2020 kolorem roku został classic blue.

Spokój, pewność oraz nić porozumienia – ten odcień podkreśla nasze pragnienia niezawodnych i stabilnych fundamentów, na których można budować rzeczy, przekraczając próg nowej ery.

Marzenia o spokoju i stabilnych fundamentach dobrze wpisały się w ostatni rok i niepewne czasy. Dodatkowo we wrześniu Pantone zaprezentował nowy kolor – menstruacyjną czerwień. Miał on zwrócić uwagę na naturalność kobiecego cyklu menstruacyjnego i złamać tabu. Na bazie obu tych kolorów powstało wiele ciekawych projektów.

Ruchy społeczne

Poruszane kwestie społeczne niezmiennie szukały ujścia artystycznego. Świat raz po raz ścierał się z intensywnymi wydarzeniami –  koronawirus, śmierć George’a Floyda, ruche Black Lives Matter, LGBT, a także znany nam z polskich ulic Strajk Kobiet, na bazie którego powstał nawet font „Strajk” będący digitalizacją liter umieszczonych na transparentach protestujących z całej Polski. Powstał również krój „Transparent” jako gest artystycznego protestu przeciwko próbom zorganizowania w Polsce wyborów korespondencyjnych czy też znane nam z przystanków plakaty zwracające uwagę na sytuację zwierząt w Polsce, w tym najpopularniejszy – „Zły Pan”.

Zarówno projektanci, marki, jak i zwykli obywatele przedstawiali w przeróżnych formach i mediach swoje stanowiska. Równość i świadomość społeczna wpłynęły na otaczający nas świat, również ten projektowy.

2020 r. z pewnością zaliczył się do jednego z najbardziej intensywnych okresów – zarówno w kontekście wydarzeń na poziomie lokalnym i globalnym, jak i na płaszczyźnie projektowej. Aspekty z tej pierwszej grupy inspirowały prace twórcze i odwrotnie. Czy za rok będziemy mogli pokusić się o stwierdzenie, że 2021 r. przyniósł przełomowe idee i nurty, które przebojem wkroczyły do świata graficznego? Przekonamy się o tym już za 12 miesięcy.

10 lat to czas, w którym może się wiele zdarzyć, zwłaszcza w agencyjnym życiu. W 2010 r. powstała Lotna. Teraz, dekadę później, jest idealny moment na podsumowanie ostatnich lat. Kto zrobi to lepiej niż założyciele agencji – Anita Kamila Sochacka i Piotr Flis. Dwójce szefów zadaliśmy 10 pytań, z których wyłania się historia Lotnej.

Agencja wystartowała jako 2b design. Potem stała się Lotną. Skąd ta zmiana?

Anita Kamila Sochacka: Po 7 latach postanowiliśmy zmienić nazwę agencji. Było to trudne, ponieważ ze starą marką łączyła nas duża wartość sentymentalna. Przez ten czas 2b design miało już ugruntowaną pozycję na rynku i było rozpoznawalną oraz polecana firmą. Mieliśmy już wypracowane odpowiednie pozycjonowanie. Jednak pierwsze skojarzenie z naszą pierwotną nazwą nasuwało myśl, że zajmujemy się tylko designem, co akurat nie było zgodne z prawdą. Nasz zakres usług był dużo szerszy. W pewnym momencie poczuliśmy, że poza ładunkiem emocjonalnym ta forma nas ogranicza i było nam z nią niewygodnie. Intuicyjnie byłam pewna, że tę nazwę musimy zmienić, jednak biorąc pod uwagę stabilną pozycję 2b design wiedziałam, że ten pomysł wiąże się z dużym ryzkiem. Postanowiliśmy jednak podjąć bardzo odważną decyzję i tak 2b design przeistoczyło się w Lotną. Rynek zaskakująco szybko przyjął tę zmianę. W ekspresowym tempie wszyscy zapomnieli, że kiedyś nazywaliśmy się zupełnie inaczej.

Piotr Flis: W tym przypadku dałem się namówić Anicie. Oprócz intuicji przedstawiła racjonalne argumenty i to mnie przekonało. To była dobra decyzja.

Dlaczego założyliście agencję reklamową?

AKS: Powody idealnie oddaje tekst o naszej dwójce na stronie Lotnej – zawsze chciałam zbudować miejsce pozwalające na realizowanie się bez ograniczeń. Przestrzeń, która połączy ludzi z pasją i w której dam im swobodę wyrażania siebie.

PF:  Zawsze miałem w sobie nutkę przedsiębiorczości, szukałem pomysłów na własną firmę i okazji biznesowych. Do decyzji brakowało jednak pewniej kropki nad „i”. I tą kropka okazało się poznanie Anity, która swoją pasją pracy dodała mi odwagi. Ruszyliśmy więc z kopyta.

Jak wyglądały tzw. oczekiwania vs. rzeczywistość, jeśli chodzi o prowadzenie agencji?

AKS: Zanim założyłam agencję, wszystko wydawało się proste. Moją wizją było utworzenie pięknego miejsca, gdzie realizuje się tylko fajne rzeczy. Myślałam, że będę przebierać w briefach i realizować tylko to, co ze mną rezonuje. Szybko jednak okazało się, że nie ma w czym przebierać i zaczęła się walka o każde zlecenie. Minęło wiele lat zanim dojrzeliśmy do momentu, w którym możemy sobie pozwolić na wybieranie briefów czy rezygnowanie ze współpracy. Na tym etapie wiemy, że jeśli nie nadajemy na podobnych falach z Klientem, ze współpracy nie wyjdzie nic dobrego. Potrafimy odpuszczać zlecenia i to uważam za dojrzałość biznesową.

Dużym rozczarowaniem było dla mnie też to, że praca, która naprawdę mnie pasjonowała, musiała zejść na drugi plan. Musiałam stać się przedsiębiorcą, zająć się zarządzaniem zespołem, motywowaniem, koordynowaniem, księgowością, finansami, dokładnym budżetowaniem i całą procedura urzędową. Po drodze okazało się, że na pracę, którą wykonywałam przez wiele lat przed założeniem firmy, zostało mi niewiele czasu. Trzeba było przejść długą drogę z osoby pracujące we własnej firmie do osoby nią zarządzającej. Udało mi się, ale kosztowało mnie to sporo czasu i inwestycji w siebie. Teraz, patrząc na to z odpowiedniej perspektywy, wiem, że to pchało mnie do ciągłego rozwoju i w efekcie końcowym jestem w pięknym miejscu swojego życia. W tej chwili wiem, że było warto. Mam wspaniałą firmę. Uwielbiam tożsamość i charakter Lotnej.

PF: Myślałem, że będzie łatwiej. Na początku wszystko wydaje się proste i przyjemne, a potem człowiek mierzy się z codziennością. Największym problem od zawsze były w mojej ocenie sprawy urzędowe. Przedsiębiorca w Polsce musi być zarówno maganerem, jak i księgowym, HR-owcem itp. To trochę utrudnia sprawę, zwłaszcza na początku. Problemem były też sprawy finansowe. W Polsce startujące mikrofirmy, niestety, nie mają dużego wsparcia. Dla banków to żaden klient, a Państwo daje tylko niższy ZUS, który w chwili, gdy zaczynasz i nie zarabiasz nic, i tak jest za wysoki. Urząd potrafi „przywalić z bańki” pasjonatom i zgasić ich ambicje. Musieliśmy też szybko zmierzyć się z różnicą, jaką jest praca dla siebie, a praca u kogoś. Przykład – dla accounta najważniejsze jest utrzymanie klienta lub zakończenie projektu. Jako przedsiębiorca muszę czasem podjąć decyzję o zakończeniu współpracy ze względu na brak opłacalności, a to jest coś, czego musiałem się bardzo długo uczyć.

Największy sukces i porażka agencji?

AKS: To ja opowiem o sukcesie, a o porażkach niech mówi Piotrek. Dla mniej największym sukcesem agencji są ludzie. Zbudowaliśmy świetny zespół. To ludzie z pasją i doświadczeniem, którzy uzupełniają się wzajemnie. Wszyscy mają zajawkę życia i pracy, rozwijają się prywatnie i zawodowo oraz wnoszą dużo do Lotnej. Każdy wyraża się w inny sposób, a ja z wielką radością daję im do tego przestrzeń. Lubimy się prywatnie i uzupełniamy zawodowo. Budowanie zespołu to była najtrudniejsza rzecz w dziejach Lotnej.

Wypadkową tego jaki mamy zespół, jest jakość, którą wnosimy w rynek. Zdecydowanie to nasz duży atut. Wszystkim nam zależy, abyśmy robili fajne i dobre rzeczy. Czasem mam na tym punkcie spory z w moim wspólnikiem, który pilnuje, żeby moje upodobania do idealnych realizacji i wypieszczonych szczegółów, szły w parze z budżetem. Drugim równie ważnym sukcesem firmy są Klienci. Współpracujemy z takimi, którzy są z nami od pierwszych dni założenia firmy i to jest dla mnie ogromna satysfakcja.

PF: Mi przypada porażka. Największa była prawie na samym początku, w pierwszym roku działalności firmy. Zaczęliśmy współpracę z marką należącą do Grupy Belvedere. Szykowaliśmy kampanię wizerunkową promującą jedno z win z portfolio klienta. Tworzyliśmy strategię, konkursy na social media, opracowywaliśmy materiały reklamowe, w tym gadżety. I niestety, ten ostatni punkt okazał się ogromnym problemem. Na etykiecie wina umieszczone były kolorowe pasy. Jako wsparcie kampanii letniej produkowaliśmy na zamówienie klienta bardzo dużą ilość parawanów plażowych. Wyprodukowaliśmy je – były świetnej jakości i prezentowały się naprawdę dobrze. Jednak klient ich nie przyjął.

Cały nakład poszedł do śmietnika, bo okazało się, że nadrukowana była nie ta kolorystyka pasów. Wino miało etykietę letnią i zimową, my wydrukowaliśmy tę drugą, o czym nie wiedzieliśmy. Mieliśmy oczywiście wszystkie akcepty na mailu, a klient widział wzór. My z Anitą, jednak jako nowi przedsiębiorcy, wzięliśmy winę na siebie. Ważne było dla nas zadowolenie klienta i jego utrzymanie. Finansowo była to ogromna wtopa. Zrobiliśmy sobie dług, który spłacaliśmy latami. Gdy opadł już kurz i zaczęliśmy myśleć trzeźwo, okazało się, że to klient się pomylił i nie była to nasza wina. Trochę tu daliśmy się wykorzystać. To jest właśnie taka sytuacja, o które wspominałem wyżej. Dziś spojrzelibyśmy na to inaczej. Musieliśmy przejść długa drogę z pracownika do właściciela.  

Kampania, z której jestem najbardziej dumn(a/y)?

AKS: Jest wiele takich prac, ponieważ w ostatniej dekadzie zrobiliśmy bardzo dużo fajnych i prestiżowych realizacji. W tej chwili przychodzi mi do głowy zmiana tożsamości wizualnej Lotniczej Akademii Wojskowej. To był bardzo trudny projekt, który skończył się sukcesem, ale ta praca nauczyła mnie zawodowej pokory. W realizacji po stronie Klienta było zaangażowanych wiele osób decyzyjnych, włącznie z Generałem-Komendantem. Każdy miał swoją wizję tej pracy oraz różny stopień przywiązania do tradycji Uczelni. Współpraca z wojskiem była dla mnie zaskakująca. To środowisko bardzo zżyte ze swoją symboliką. Pewne swojego prestiżu i w niektórych przypadkach niechętne zmianom, które wymusza rynek. Pracowaliśmy przy tym projekcie ponad rok i w efekcie końcowym nawiązaliśmy świetną relację z ludźmi po stronie Akademii, która trwa do dziś. Mogłabym o tym projekcie opowiadać długo, ale wspominam go w tej chwili z wielkim ciepłem na sercu. To była przygoda bez trzymanki. Ogromną satysfkację daje mi również wygrywanie przetargów, w których często mierzymy się z dużymy agencjami sieciowymi. Sukcesem jest dla mnie to, że nasza Lotna mierzy się z podmiotami kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy większym i daje radę!

PF: Hmm, sporo tego było. Myślę że odpowiedź będzie na zasadzie – „Z czego jesteś najbardziej dumny?”. Udało nam się zbudować naprawdę fajny zespół. Znaleźliśmy świetnych ludzi. Z pasją, wiedzą i zajawką na to, co robią. Super identyfikacje dla Metropolii Krakowskiej oraz Lotniczej Akademii Wojskowej. Ta pierwsza to przykład wszystkiego, co może pójść dobrze, czyli dobry brief, szybka decyzja i elastyczny klient. Druga jest odzwierciedleniem długiego procesu twórczego z dużą liczbą osób decyzyjnych. Trudny projekt, ale bardzo prestiżowy. Jako młody chłopak słyszałem o Szkole Orląt wiele. Nie było to może moje marzenie, ale wielu moich dobry kumpli próbowało się tam dostać, a tylko kilku się ta sztuka udała. Dlatego gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy zajmować się tożsamością LAW, poczułem mega dumę. Naprawdę fajnie wyszło. To były jednak pojedyncze prace. Powodem do dumy jest też pozyskanie i utrzymanie klienta przez lata. Mamy takich, którzy są z nami od prawie samego początku – Krajowa Izba Rozliczeniowa, Grupa Bosch, Trouw Nutrition, Inpharm, Saaten-Union i wielu innych. Utrzymanie klienta na tak konkurencyjnym rynku to niełatwa sprawa i dlatego jest powodem do dumy.

Jedna rzecz, którą bym zmienił(a) w ostatnich 10 latach?

AKS: Nie zmieniłabym nic. Każda porażka i sukces były dla mnie lekcją. Jestem wdzięczna za wszystko.

PF: Szybciej bym zwalniał, a dłużej zatrudniał. To jest w sumie taka mantra pracodawców, z którą teraz, po latach, się zgadzam i dopiero w pełni ją rozumiem. Rozstanie się z pracownikiem to dla pracodawcy chyba najtrudniejsze zadanie, dlatego często bez końca daje mu się szansę. Kolejną i kolejną, i kolejną. Dziś wiem, że to nie ma sensu. Jak coś nie gra, to nie zagra nawet wtedy, gdy bardzo tego chcemy – a zły pracownik to szkoda dla zespołu, klientów i dla całej firmy. Lepsza i dokładniejsza rekrutacja pewnie pozwoliłaby uniknąć wielu wtop, ale na początku zawsze traktuje się to po macoszemu. To są dwie kwestie, w których działaliśmy mega źle i które bym wtedy zmienił. Nie dawałbym także poprawek w cenie. Często jest ich więcej niż samego tworzenia. Zgadzam się z Anitą, że wszystko jest lekcją, jednak, jak w szkole, nie zawsze na wszystkie lekcje udaje się dotrzeć.  

Moment, który był największym wyzwaniem dla Lotnej?

AKS: Rok 2020, nie obyło się bez strat. Na szczęście w tej chwili mamy się już całkiem dobrze. Wszyscy jesteśmy zdrowi i gotowi na nowe wyzwania.

PF: Covid, bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że skończy koniec pandemii jest blisko i 2021 nie będzie powtórką tego samego. A wcześniej chyba narodziny mojego pierwszego dziecka. Wtedy wszystko mocno się przestawia w życiu. Do tamtego momentu byłem dostępny 7 dni w tygodniu, potem musieliśmy trochę przeorganizować życie. Ale daliśmy radę i dajemy dalej.  

Plany na następne lata?

AKS: Jeśli mam odpowiedzieć na to pytanie jako przedsiębiorca, to powiem, że chciałabym rozwinąć zespół dwukrotnie – rzecz jasna, wszystko za sprawą satysfakcjonujących kampanii. Jednak bliższe mi jest stwierdzenie, że nie planuję. Jestem uważna na to, co przynosi życie i z tej otwartości staram się kreować codzienność.

PF: Lotna, Lotna i jeszcze raz Lotna. Promujemy, rozbudowujemy, rozszerzamy działalność. Ale nie będziemy opowiadać, tylko pokażemy.

Agencyjna anegdota, którą będę powtarzać do końca życia?

AKS: Przez dekadę uzbierało się tego wiele i w zasadzie codziennie tworzą się nowe. Oczywiście te najbardziej zabawne to zawsze są wtopy, a tych było naprawdę sporo. Jeśli miałabym wybrać jedną, to prezentacja u pewnej globalnej marki, kiedy to zostaliśmy wybrani w drodze przetargu do ścisłego finału dużego przedsięwzięcia. Podczas spotkania oblałam wrzątkiem osobę decyzją z zarządu firmy. Zalałam wszystko – i panią, i jej komputer… Na szczęście wyszliśmy z tego z humorem, bo sekundę po wpadce Piotrek z kamienną twarzą rzucił: „No to już teraz nie musimy lać wody, przejdźmy więc do konkretów.” Dodam, że dostaliśmy to zlecenie z adnotacją, że jesteśmy bardzo kreatywną agencją i mieliśmy wielkie wejście.

PF: Najlepszymi anegdotami są zawsze słynne fakapy – od zalania wrzątkiem klienta na spotkaniu, poprzez zaszyte w templatach niecenzuralne słowa. Ale po szczegóły to już zapraszamy do nas na kawę, wtedy opowiemy.

W alternatywnej rzeczywistości był(a)bym?

AKS: Ale ja cały czas jestem w alternatywnej rzeczywistości!

PF: Albo bym zawodowo chodził po górach, albo biegał z karabinem. Jedno z dwóch i tylko alternatywny układ losu sprawił, że jestem tu, gdzie jestem.

Nasza praca spotkała się z zainteresowaniem mediów i doczekała publikacji m.in. w WitrualnychMediach, Press, PRoto, Marketing przy kawie i wielu innych. Zapraszamy do lektury artykułów oraz naszego case study.

W kampanii usług stomatologicznych Enel-med wraz z Lotna pytają, czy „Coś nie gra w Twoim uśmiechu?” Więcej na WirtualneMedia.

Więcej na publicrelations.pl

Katarzyna Łoboda dołączyła do działu kreacji agencji Lotna. Więcej na PortalMedialny.

Do zespołu agencji Lotna dołączył Piotr Mateńko, obejmując stanowisko head of social media. Czytaj więcej na: WirtrualeMedia

 

Lotna została wybrana do obsługi kreatywnej LOTOS.

W czerwcu LOTOS zakończył trwający od grudnia 2018 roku przetarg na wybór agencji kreatywnej. Lotna, jako jedna z kilku firm, została wybrana do kompleksowej obsługi Grupy oraz jej produktów.

By dołączyć do grona podwykonawców LOTOS, Lotna musiała przejść przez wieloetapowy przetarg, spełnić szereg wymagań formalnych, merytorycznych oraz wykazać się kreatywnością. Umowa ramowa została zawarta na okres 2 lat.

Lotna jest agencją kreatywną działającą na polskim rynku od 2010 roku. Współpracuje m.in. z Grupą Bosch, Krajową Izbą Rozliczeniową, markami Buderus oraz Junkers, Biurem Informacji Kredytowej, Biurem Informacji Gospodarczej, Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji, Grupą ENEL-MED i Multikinem.

LOTOS to drugi największy koncern naftowy w Polsce i szósty pod względem przychodów w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydobywa gaz ziemny i ropę naftową w Polsce, Norwegii oraz na Litwie. Należy do niego, zlokalizowana w Gdańsku, jedna z najnowocześniejszych europejskich rafinerii, gdzie surowiec przerabiany jest głównie na wysokiej jakości paliwa samochodowe, paliwo lotnicze i żeglugowe. LOTOS to także sieć blisko 500 stacji paliw zlokalizowanych na terenie kraju.

Jako sprzedawca detaliczny i hurtowy LOTOS, zaopatruje w paliwa blisko 1/3 polskiego rynku. Zajmuje też pozycję drugiego przewoźnika kolejowego w kraju. LOTOS to także czołowy producent asfaltów drogowych, olejów silnikowych oraz smarów do samochodów, samolotów, pociągów, statków, a nawet pojazdów techniki wojskowej.

Wiosna zostanie w Warszawie aż do października, dzięki targom GAshow (Green Area Show)

W dniach 2-3 października w Warszawie MTP (Międzynarodowe Targi Poznańskie) zorganizuje pierwszą edycję targów GAshow, których identyfikację wizualną mieliśmy przyjemność opracować.

GAshow to pierwsze w Polsce wydarzenie tego typu skierowane do profesjonalistów branży ogrodniczej oraz firm zajmujących się ogrodami i terenami zielonymi. Główną atrakcją imprezy będą pokazy maszyn, urządzeń oraz narzędzi w trakcie pracy.

Opracowany przez nas logotyp inspirowany jest motywem roślinnym. Sygnet składa się z liter GA, które kształtem nawiązują do liści. Prosta i czytelna typografia uspokaja ubarwiony sygnet. Całe logo zamknięte jest kwadratową ramką – nawiązaniem do widoku obszarów zielonych z lotu ptaka.

Lotna była odpowiedzialna za opracowanie pełnej identyfikacji wizualnej wydarzenia, księgi znaku, wszystkich materiałów reklamowych i promocyjnych oraz strony internetowej.

Więcej graficznych szczegółów w portfolio.

Niedawno odbył się Kongres Rozwoju Systemu Edukacji. Impreza odbyła się na PGE Narodowy.

Nasza agencja była odpowiedzialna za całościową oprawę graficzną przedsięwzięcia – identyfikacja Kongresu, oprawa wizualna, projekty do scenografii, oznakowanie przestrzeni, oznakowanie poszczególnych wystawców, oznakowanie Targów dobrych praktyk oraz wiele innych. Dodatkowo z okazji 25-lecia Fundacji przygotowaliśmy wystawę oraz animację, która przedstawia jak bardzo FRSE się rozwinęło w ciągu ćwierćwiecza.

Ideą przedsięwzięcia jest wpływ rozwoju edukacji na przyszłość Polski – podniesienie kompetencji oraz konkurencyjność na rynku pracy. W wydarzeniu wzięło udział wielu ekspertów i decydentów ze szczebla lokalnego, regionalnego oraz krajowego, którzy mają wpływ na zmiany w systemie edukacji. Dodatkowo w spotkaniu wzięli udział nauczyciele i edukatorzy z całej Polski.

Na Kongresie przedstawione zostały wystawy, prezentacje oraz stanowiska multimedialne gdzie można było zapoznać się z 25-letnim dorobkiem Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.